Przyszedł czas na podsumowanie stycznia głównie pod względem kosmetycznym, ale nie tylko, czyli moi ulubieńcy. Bardzo lubię pisać o swoich sprawdzonych produktach, ulubionych serialach. Mam nadzieję, że coś Was zaciekawi.

Revlon Colorstay 180 Sand beige

revlon colorstay

O tej porze roku jestem już totalnym bladziochem. W związku z tym, przeprosiłam się z podkładem, który od dobrych kilku miesięcy leżał zapomniany w mojej toaletce. Revlon Colorstay dla cery mieszanej i tłustej w kolorze 180 sand beige, latem był dla mnie za jasny i zbyt ciężki. Ma matowe wykończenie, co przy mojej przetłuszczającej się skórze bardzo mi odpowiada i bardzo dobrze kryje. Za ogromny plus uważam dwa wykończenia tego fluidu. Jeden dla cery suchej i normalnej i drugi, o którym wspomniałam wcześniej. Oferuje również sporą paletę kolorów. No i nareszcie ma pompkę! Czy to nie cudowne? Szczerze polecam. Jest niedrogi, można dostać go stacjonarnie i w Internecie klik.

Bourjois Rouge Edition Velvet Don’t pink of it

bourjois rouge edition velvet 10Bourjois Rouge Edition Velvet 10Pomadki matowe w płynie to coś wspaniałego. Uwielbiam je przede wszystkim za trwałość. Rouge Edition Velvet od Bourjois w kolorze numer 10 Don’t pink of it, to lekko różowy nudziak, idealny na codzień. Fajnie się zjada i ma lekką konsystencję. Niestety jak wszystkie matowe pomadki trochę wysusza usta, ale tak to już jest z tego typu wykończeniem. Dostępny jest w Internecie i stacjonarnie. Najtaniej dorwiecie go tutaj klik.

Róż Wibo nr 6

wibo róż 6

Ze względu na moją naczynkową cerę od zawsze bałam się różu na policzkach. Wydawało mi się, że skoro mam lica z natury różowe to bezsensowne byłoby im dodawać pigmentu. Jednak z drugiej strony, gdy dokładnie wyrównam koloryt twarzy podkładem, wydaje się ona całkiem „płaska”. Dlatego od kilku tygodni delikatnie podkreślam policzki różem z Wibo nr 6. Tani, dostępny w Rossmannie, a jego subtelny kolor jest po prostu piękny. Poza tym zawiera kolagen i witaminę E. Myślę, że pasowałby do większości karnacji. Cena ok. 10 zł.

Semilac Hardi Clear

semilac hardi clear

Manicure hybrydowy to moim zdaniem najlepszy sposób na piękne i zadbane paznokcie. Od niespełna pół roku poświęcam jakieś dwie godzinki średnio co dwa tygodnie na zrobienie sobie hybryd. Dzięki Hardi Clear od Semilaca moje paznokcie są prawie nie do złamania. Jest to lakier budujący, za pomocą którego można przedłużać paznokcie. Hardi ma bardzo gęstą konsystencję, dlatego trzeba uważać przy jego nakładaniu, aby nie powylewał się na skórki, co niestety czasem jeszcze mi się zdarza 😉 Dostępny jest w prawie każdej drogerii internetowej klik. Dostaniecie je również w stacjonarnych punktach Semilac. Cena 29 zł.

Lano-maść z Ziaji

lanomaść ziaja

Produkt ten dedykowany jest dla matek karmiących, ale mimo że nie jestem matką karmiącą znalazł się w mojej kosmetyczce i skutecznie ukoił moje spierzchnięte przez zimę wargi. Balsam do ust EOS jest naprawdę fajny, ale maść z Ziaji nadaje się do zadań specjalnych. Ma bardzo gęstą, lepką formułę, dlatego jeżeli planujecie się całować to radziłabym zaaplikować ją przed samym pójściem spać 🙂 Kosztuje grosze, około 12 zł i myślę, że podziała łagodząco nie tylko na usta. Nic tylko zamawiać klik.

Pędzel Mbrush nr 03

brush by Maxineczka 03

Pędzle znanej z youtube Maxineczki to moim zdaniem najlepsze pędzle do makijażu, jakie można dostać. Są eleganckie i cudownie miękkie. Numer 03 świetnie nadaje się do konturowania bronzerem oraz delikatnego nakładania różu na policzki. Aktualnie czaję się na najnowszą kolekcję pędzli Mbrush. Jestem w posiadaniu pierwszych siedmiu pędzelków i tak szczerze mówiąc, to kocham je wszystkie 😉  Jedyny minus – są drogie, ale warte swojej ceny. Możecie dostać na je stronie mintishop.

Gorzkie czekolady 70% Terravita

czekolada gorzka miętowa terravita

czekolada gorzka miętowa terravita

Gdy mi odbiło na punkcie zdrowego odżywiania, próbowałam różnych gorzkich czekolad. Takich z dużą zawartością kakao. I nawet te najdroższe nie dorównują smakiem tym od Terravity. Są naprawdę pyszne. Moja ulubiona to ta o smaku mięty, której nie powinnam jeść zbyt wiele, wiem 🙂 Dlatego sięgam też po klasyczną, gorzką tego samego producenta. To jeden z moich dwóch ulubieńców niekosmetycznych minionego miesiąca.

Serial How to get away with murder

how to get way with murder

Czyli w polskim tłumaczeniu Sposób na morderstwo. Ten serial wymiata. Naprawdę. Ciemnoskóra prawniczka specjalizująca się w prawie karnym oraz jej studenci, dostarczają widzom prawdziwych emocji. Nie chcę zbyt wiele zdradzić, żeby nie zepsuć pierwszego wrażenia tym, którzy jeszcze go nie oglądali. Ale uwierzcie mi na słowo, warto. Chociażby dla samej głównej bohaterki, której pełen sprzeczności charakter i tajemnicza przeszłość wciągają w bardzo złożoną historię. Sposób na morderstwo oglądamy na Netflixie.

A Wy co polubiliście w styczniu? Nie muszą być to same kosmetyki 😉 Dajcie znać jacy są Wasi ulubieńcy w komentarzach 🙂