Zdarza mi się zapominać. Niestety. Czasami wypadają mi z głowy daty różnych uroczystości, urodzin bliskich czy wizyty u dentysty. Nie lubię tego w sobie, dlatego (między innymi) od jakichś pięciu lat skrupulatnie prowadzę kalendarz. I szczerze? To pomaga. Jest świetnym rozwiązaniem dla osób roztrzepanych i zabieganych jak ja, ale nie tylko ☺ Dzięki zapisywaniu ważnych rzeczy, wiem, że nie muszę liczyć tylko na swoją pamięć, dzięki temu nie umknie mi nic ważnego i nie będę musiała świecić z tego powodu oczami.

Wybór właściwego kalendarza to dzisiaj prawdziwe wyzwanie. W Internecie mnóstwo jest przeróżnych opcji. Kalendarze czy tzw. plannery są piękne, motywują do samorealizacji i ćwiczeń oraz pozwalają mieć sporo rzeczy pod kontrolą. Ja zdecydowałam się (już drugi rok z rzędu) na propozycję od madama.co. W 2016 roku każdego dnia towarzyszył mi happy planner, z którym trudno było mi się rozstać. 2017 rok przywitałam z minimal plannerem w ręku i jest to zdecydowanie kalendarz dla mnie. A dlaczego?

happy planner

Zalety

Głównym powodem, dla którego wybrałam minimal planner jest jego rozmiar. Z happy plannerem lubiłam się bardzo, ale był najzwyczajniej w świecie za duży i stanowczo za ciężki, żeby nosić go w torebce. A ja swój kalendarz zawsze trzymam przy sobie, dlatego był to dla mnie duży minus. Minimal planner jest zdecydowanie mniejszy, jego format bardziej mi odpowiada. Poza tym, urzekła mnie jego prostota i kolor. Pudrowy róż jest wprost idealny dla kobiet, zaś czerń świetnie pasuje do mężczyzn. Happy plannery miały bardzo ciekawe, różnorodne printy takie jak, kropki czy pastelowe paski, ale były przeznaczone przede wszystkim dla kobiet. Minimal planner może posłużyć również panom, to moim zdaniem zdecydowany plus. Podoba mi się również koperta zamieszczona na okładce z tyłu, do której stale coś wrzucam. Jest bardzo funkcjonalna, a brakowało jej w poprzedniej edycji happy plannera. Do tegorocznej edycji plannerów dodano również gumkę, która zabezpiecza luźne kartki wsunięte do kalendarza.

minimal planner

Podoba mi się również, że team z madama.co proponuje dwie opcje planowania, dzienną oraz tygodniową. Jak dla mnie tygodniowy plan jest lepszym wyborem, ponieważ dzienny ma 384 strony, więc waży więcej. Poza tym, miejsce przeznaczone na notatki w tygodniowym plannerze (192 strony) jest dla mnie w zupełności wystarczające. Jest tu miejsce na kontakty, notatki, ale też arkusze finansowe czy listę ważnych wydarzeń.

minimal planner

Wady

Za największy minus plannera uważam jego wysoką cenę. Opcja dzienna kosztuje 119 zł, a tygodniowa 109 zł. To całkiem sporo jak za kalendarz. Poza tym, materiał na okładce dość szybko się brudzi. Gdy mój biały happy planner przestawał być biały, mogłam go śmiało przetrzeć wilgotną ściereczką i wyglądał jak nowy. Minimal planner jest powleczony śliskim materiałem, który trochę obawiam się czyścić. Jest koniec stycznia, a ja już zdążyłam go pobrudzić. Ups 😉

minimal planner

Czy warto?

Jak dla mnie, zdecydowanie warto kupić taki kalendarz. Pomijając wszystkie plusy, których spisanie zajęło mi więcej czasu i miejsca niż minusów, cenę jestem w stanie przełknąć. W końcu jest to jeden zakup na cały rok. W planner który się nam podoba inwestujemy raz, a możemy cieszyć się nim przez 12 miesięcy. Co do koloru, to miałam wybór, różowy lub czarny. Jak to kobieta, świadomie wybrałam ten pierwszy 🙂

Podsumowując, minimal planner cieszy oko, jest funkcjonalny, a organizowanie z nim czasu to czysta przyjemność. Można go nabyć na stronie madama.co klik.

A Wy prowadzicie może kalendarz? Jeżeli tak, to jaki wybraliście w tym roku? Dajcie znać w komentarzach ☺